grzegorz karnas photo

grzegorz karnas

festiwal

Voicingers, Zory, Pologne. 22-26/08. Artykuł z francuskiego magazynu Jazzman

Jazzowy konkurs wokalny, warsztaty muzyczne prowadzone przez wokalistów jazzowych oraz mini festiwal. Oto Voicigers, którego piąta edycja miała właśnie miejsce w Żorach-małym, sześćdziesięciotysięcznym, górniczym miasteczku tuż przy granicy z Czechami. Trudno w to uwierzyć? Nie, jeżeli inicjatorem i dyrektorem artystycznym imprezy jest wszechobecny i zawsze dynamiczny Grzegorz Karnas, który sam zgarnął kilka nagród w międzynarodowych konkursach.

Warsztaty? Nikt się nimi w Żorach nie interesuje, więc to obecność kilkudziesięciu uczestników dosłownie z całej polski-ich uczestnictwo w popołudniowych przesłuchaniach konkursowych oraz wieczornych koncertach przyczyniła się znacznie do stworzenia szczególnej atmosfery, również wśród publiczności festiwalu, a to za sprawą burzy oklasków dodającej otuchy dwunastu uczestnikom konkursu (szczegółowe informacje na www.voicingers.com). Jego sekcje rytmiczne? Na wysokim poziomie! Bułgarski pianista-Sabin Todorov, polski perkusista-Michał Miśkiewicz (regularnie współpracujący z Tomaszem Stańką) czy kontrabasista z Luksemburga-Marc Demuth. Wszystko to sugeruje, iż w książce adresowej Karnasa jest z czego wybierać i że dyrektor festiwalu stara się zagwarantować uczestnikom konkursu rzetelne wsparcie ze strony muzyków sekcji rytmicznych. Zwycięzcą tegorocznej edycji został Lo?s Le Van. Tu wypada wyrazić nadzieję, iż lektura tego artykułu pomoże organizatorom festiwali osobiście go odkryć. Tegoroczne grand prix, przyznane przez jury w składzie; Patricia Barber, Lars Danielsson i pokorny sługa-autor artykułu jest wyrazem jednogłośnego entuzjazmu nad wrażliwością i oryginalnością zwycięzcy konkursu.

Koncerty festiwalowe? Repertuar był inteligentny, eklektyczny. Michalel Schiefel, którego również nie słyszeliśmy jeszcze na żywo we Francji, to prawdziwy czarodziej, zaklinacz głosu. Przy pomocy magii elektroniki przeistacza go w ferię dzwięków, które dubluje, transponuje, lupuje, obniża, podwyższa. Jego solo powoli przemienia się w zaskakujące widowisko teatralne, surrealistyczne, pełne humoru, spektakl, w którym bawi się sam ze sobą na tle tworzonych na żywo warstw akompaniamentu, którego budulcem jest jego własny głos. Słuchacz-widz powoli zatraca się zawieszony pomiędzy prawdziwym Schiefelem, a jego dźwiękowymi awatarami, zwiedziony gestem naśladującym grę na niewidzialnym, acz wyraźnie słyszalnym kontrabasie? Gestykulując, powykrzywiany niczym linoskoczek, rozkłada na elementy pierwsze Michaela Jacksona, przeprowadza dekompozycję Bacha oddając im hołd. Magik!
Kolejni wykonawcy, którym alchemia muzyki nie jest obca (na czele z rudą wokalistką, jak przystało na prawdziwą czarownicę) to szwedzko-fińskie trio-Elifantree. Skład nietypowy: głos+fortepian, saksofon tenorowy+dzwonki oraz perkusja i kilka efektów elektronicznych. Repertuar własny, będący kompilacją jazzu, punk rocka, popu, bliżej niezidentyfikowanych hałasów oraz efektów wokalnych. Radosna kakofonia dźwięków, przeplatana strzępami melodii, nasączona onomatopejami i poezją. Tu pewna refleksja. Zapuszczając się w muzycznych eksploracjach na daleką północ, nagle zdajemy sobie sprawę jak bardzo publiczność francuska pozbawiana jest kontaktu z tą gałęzią ewolucji w jazzie, która wyrastając w odosobnieniu, na swoim własnym podwórku, nigdy nie sięgnęła naszej szerokości geograficznej. Nie podejmuję się próby zrozumienia istoty tego zjawiska?

Na zakończenie owego dziesięciodniowego warsztatowo-konkursowo-festiwalowego spotkania zaserwowano koncert członków jury, którego zdecydowanie kulminacyjną częścią był występ Paricii Barber z towarzyszeniem kontrabasisty-Michała Jarosa oraz perkusisty-Sebastiana Frankiewicza (podpory sekcyjnej połowy konkursowiczów). Barber dała prawdziwie mistrzowską lekcję śpiewu, muzykalności i wrażliwości! Gardło tej wokalistki jest siedliskiem sprzeczności-delikatności i siły. Jej pianistyka jest oszałamiająca, ale też bulwersująca za razem. Pełna nowatorstwa w warstwie harmonicznej i rytmicznej przypomina senną podróż w majakach w najlepszym tego słowa znaczeniu. Zjawiskowe, zaskakujące? Barber zabiera nas tam gdzie chce, w swój świat pełen poezji, którego pejzaż, pozbawiony ckliwości obfituje w kontrasty i niuanse. Zawsze gotowa wyprowadzić słuchacza z dolin słodkiego szaleństwa przez gąszcz skomplikowanych rytmów na połoniny nieoczekiwanych zwrotów w harmonii. Jak w tym powykręcanym intro do
?Someday My Prince Will Come?, czasami ironicznym, czasami czułym i radosnym? Koncert rozpoczął kolejny czarodziej: organizator, wykładowca warsztatowy, konferansjer-Grzegorz Karnas. Zaprezentował się krótko tuż przez solowym występem Larsa Danielssona by dołączyć do niego na chwilę w towarzystwie Michała Tokaja i Michała Miśkiewicza. Występ zbyt krótki, ale wystarczający, by docenić kunszt tego wokalisty o nietypowej frazie rytmicznej, pełnej nieokreślonych modalności. Znowu nasuwa się to samo pytanie. Dlaczego tego typu oryginalność wciąż tak mało stymuluje ciekawość promotorów francuskich?

Podsumowując, Voicingers zasługuje na to, aby stać się międzynarodowym miejscem spotkań wielbicieli wokalistyki jazzowej z całej Europy, bez względu na to czy będą oni uczestnikami warsztatów, pretendentami do nagrody w konkursie czy po prostu zwykłymi słuchaczami.

Thierry Quenum
Jazz Magazine Jazzman
Francja