myśli
Światło przychodzi ze wschodu
Francuzi uważają Polaków za pijaków, Niemcy za złodziei. Polacy postrzegają Rosjan za manifestację bezguścia suto i regularnie zakrapianego tanią wódką, zaś Ukraińcy Mołdawian za biedaków. Cała pogarda współczesnej Europy kieruje się zawsze na wschód. Porównywanie się ze wschodem dowartościowuje nas, a przecież światło przychodzi ze wschodu... Świętej pamięci Karol Wojtyła, jako papież znany również pod pseudonimem Jan Paweł II, już dawno przypomniał to światu.
Trzy oblicza
Powiedz mi, o czym myślisz!
Bo jak tu stoję nie pozwolę ci polecieć na pogrzeb!
No i co, że żywcem, skoro wciąż się tli…
Głupotę czas pochować w ziemi, wiesz dobrze.
Powiedz mi, co rozstaja twoje nerwy po.
Wątpliwości zgraja, czy głupoty drobne werwy?
Bowiem czasem niemal klaszczesz tupiąc,
Czasem śmiejąc się all the time, czyli bez przerwy.
Powiedz również, czemu mnie rozliczasz,
Kiedy obietnica wyszła z twoich ust.
Od dziś będę cicho będę stał i będę wyliczał,
Twe raz, dwa, trzy oblicza…
Beduin ze Śląska
Nie dość, że urodziłem się na Górnym Śląsku, w Wodzisławiu Śląskim, w którego nazwie przymiotnik „śląski” wyraźnie podkreśla przynależność regionalną miasta, to jeszcze przez całe życie na Śląsku mieszkałem, nie licząc przerw na studia i podróże. Nie znaczy to jednak, że jestem Ślązakiem. Na Śląsku nie obowiązuje bowiem prawo ziemi tak jak w USA czy Rosji, gdzie z tytułu urodzenia na danym terenie można ubiegać się o uznanie za obywatela kraju. Zakodowane od urodzenia przekonanie, że się jest Ślązakiem nie wystarcza, żeby przez Ślązaków zostać uznanym za Ślązaka. Potomek przyjezdnych urodzony w krainie węgla kamiennego dorasta zatem w iluzorycznym poczuciu Śląskości. Naturalnym kwalifikatorem lub "dyskwalifikatorem", rozstrzygającym ostatecznie kto jest kim, jest powszechnie używana, charakterystyczna dla tego regionu gwara. Nie sposób bowiem mową Ślązaków władać nie wyssawszy jej z mlekiem matki-Ślązaczki. Krótko mówiąc, ten jest Ślązakiem, kto gwary nauczył się w domu.
Kiedy chodziłem do podstawówki nie chcieliśmy się bawić z jedną Polką, bo była protestantką i nie chodziła z nami do kościoła na religię oraz z pewnym Ślązakiem, bo śmiesznie mówił. Polscy osadnicy – przeważnie młodzi, silni, odważni i, co istotne, niezamężni mężczyźni od połowy lat siedemdziesiątych pełni determinacji masowo przyjeżdżali na Śląsk za chlebem, do pracy w kopalniach węgla kamiennego. I choć ich małżeństwa ze Śląskimi dziewczynami dopiero zaczynały zaburzać etniczną jednorodność regionu, to już pod koniec lat siedemdziesiątych miejskie szkoły były prawie zupełnie zdominowane przez dzieci przyjezdnych. Dominowała również ich chłopo-robotnicza polszczyzna, na skutek czego Śląskie dzieci wstydziły się mówić we własnym języku. Nie chciały się dekonspirować tą zaśpiewującą w górnych rejestrach charakterystyczną, zabawną melodią regionalnej gwary. Nie oznacza to, że Polacy i Ślązacy żyją w stanie jakichś animozji na tle kulturowym, choć trudno jest mówić o asymilacji. Wyjątki jedynie potwierdzają regułę. Śląsk przez długie lata pozostawał odizolowaną enklawą, z własnym językiem, tradycjami, kopalniami. Dopiero pod naporem fali silnej, niewykształconej młodzieży napływającej z polskich wsi, jego mieszkańcy ostatecznie poczuli, że Śląsk już od trzydziestu lat stanowił część ówczesnej Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Tak oto przyjezdni wkomponowali się w przyszłość regionu, a współistnienie obydwu grup stało ich przeznaczeniem.
Urodzony na Śląsku mam korzenie na wschodzie. Moja prababka ze strony ojca miała ukraińskie imię - Paraskewia… Nie wiem, czy to oznacza, że mam ukraińskie pochodzenie, jedno jest jednak pewne: w czasach, gdy żyła, dzisiejsze polskie pogranicze wschodnie stanowiło praktycznie centrum przedwojennej II-giej Rzeczypospolitej, zaś Polacy byli na wschodzie mocno z Ukraińcami przemieszani.
Jako dziecko zdarzało mi się odwiedzać rodzinę zamieszkałą niedaleko dzisiejszego polsko-ukraińskiego odcinka granicy Unii Europejskiej. Tam zawsze nazywali mnie Ślązakiem. Na ziemi, na której przyszło mi się urodzić uważany jestem jednak za przyjezdnego. Taka cygańsko-beduińska tożsamość, z tą różnicą, że nie jestem zakorzeniony w żadnej regionalnej tradycji czy kulturze. Tożsamość schizofreniczna… Czuję się Polakiem, a jednocześnie jestem bezdomny. Może dlatego zostałem jazzmanem. Gram muzykę ludzi z miasta – przyjezdnych, wykorzenionych. Muzykę, która nie bije pokłonów żadnej kulturze ani tradycji. Muzykę, która neguje tradycję, bowiem z uwagi na swój improwizacyjny charakter kłania się jedynie przed ludzkim indywidualizmem.
Pozbawiony prawa do przynależności nabyłem prawo do obserwacji. Los cisnął mnie na dziewiąte piętro wieżowca. Odbierając mi typową dla życia w przydrożnej chałupie intymność, obdarzył mnie szeroką patrzenia na świat perspektywą - widokiem na góry na południowym horyzoncie „dewoalowane” sporadycznie przez wietrzną pogodę, zaporę leśną chroniącą niegdyś miasto przed zanieczyszczeniami przemysłowymi, dwie elektrownie, pięć czy sześć kopalń oraz liczne hałdy. Żeby nie zapomnieć, że nie jestem u siebie…
Wysokie progi
Jak to widzę to mną trzepie, ład narusza.
Punkt widzenia mną telepie.
Nie odmienia. Wręcz zagłusza.
Owoc złego niespełnienia.
„Której chcesz zasadzie oddać hołd?” – mówię - „Za wysokie progi”.
„Komu chcesz wytykać jego błąd”? Mrugasz okiem wrogim.
Wyzwań więcej jest, kiedy w tłumie wyznasz jasno,
Że pojmujesz, a jednak nie rozumiesz.
Poezja pejzażu socjalistycznej koncepcji miasta
Obraz żywego ognia pieców hutniczych widocznych z okna chybotliwego tramwaju przemierzającego centrum Katowic wrył mi się w pamięć…. Hutnicze płomienie w lesie szybów kopalnianych… Nawet w porannej ciszy bliżej im było do szaleństwa pożaru niż nostalgicznego spokoju wpisanego w atmosferę harcerskiego ogniska palonego wieczorną porą. Przypadkowa poezja pejzażu socjalistycznej koncepcji miasta. Bezkarne kominy. Brud. W Katowicach lat osiemdziesiątych większość budynków miała kolor czarny.
Koni tętent
- I jak, jest git?
- Fajnie. Fajnie, lecz nierealnie.
Mam pomysły w głowie trudne, więc nienaturalne.
Niezawisłość cenię, multum zjawisk przytulam,
Lecz owa Pani bywa jak u nogi
Złota kula,
Błogość nuty niezależnej to nagroda od życia,
Krytyki cios oleje ów, co dobrze pieje.
Trawiąc owoce swobody żyję jak w przedszkolu,
Na planecie wciąż się pasie grupa niekumatych bolów.
Bosko! W głowie miesza się rytmiczny łoskot.
Prosto. Mieszam tak jak czuję
Uj, uj! Tam gdzie mój
Rytm cię przetrąci błogim prętem.
Błagam! Co jest do kurwy z tym temperamentem?
Bosko. I już w krainie jest beztrosko
Siostro! Czy się też rychtujesz
By spasować, choć
Odpowiedź czyha za zakrętem?
Zrozum! Rytm musi być jak koni tętent.
Czasami mówię sam do siebie, czasem mówię do nich
W obsesji jedna myśl:
„Pulsu życia nie dogonisz”.
Uwięziony w rymie pracy snuję z glacy
Sprytnie,
Bo czasy są dobitne,
Jeżeli ciało mówi: „Nie”, lenistwo przetrąć pałą.
Nic nie dało? Jest to przegrana niekoniecznie.
Rytmu ciągle mało, a przecież może być tak cacy.
Ludzie! W rytmu fajnie jest pobrodzić brudzie.
Bosko!...
Hitlerowskie transporty
Podróż pociągiem z Żor do Katowic z jedną przesiadką w Orzeszu -
trzydzieści pięć kilometrów w prawie półtorej godziny… Nie ma już tego pociągu. Dzisiaj półtorej godziny potrzeba na pokonanie dystansu czterystu kilometrów dzielących Paryż i Lyon. Sześćdziesiąt pięć kilometrów na trasie Katowice – Kraków to wciąż godzina czterdzieści pięć minut w podróży. Torowisko wydaje się pamiętać hitlerowskie transporty...
Przyczułek Sakndynawia
Choć Polska jest krajem o klimacie umiarkowanym ciepłym przejściowym, z naciskiem na „ciepły”, to anomalium zimy 2007 roku okazało się zwiastunem nadchodzących zmian klimatycznych. To, co normalnie zaczyna się początkiem grudnia przyszło w połowie listopada, by po miesiącu osiągnąć, jak mi się wtedy wydawało, swe apogeum. Biel śnieżnej pokrywy sięgała po horyzont i po pas, a pobocza dróg i chodników zamieniały się w rosnące sterty szarego lodowaciejącego śniegu. W styczniu doszły mrozy. Słupek rtęci skurczył się by na jakiś czas zamieszkać w okolicach liczby -20… Mała południowa Norwegia.
Choć polska zima zawsze daje w kość w okolicach stycznia, tym razem kompletnie zgłupiałem. Od dwóch miesięcy przez okno obserwowałem jak pustoszeje świat. Ludzie wychodzili na ulice już tylko z konieczności życiowych. Do pracy, na zakupy i do kościoła. Woleli chronić się przed zimnem w pieleszach swych ogrzewanych bunkrów. Mieszanina melancholii, nostalgii i myśli depresyjnych zamieszkała pod moimi drzwiami jak pies szukający schronienia wśród zimowej zawieruchy. Coraz bardziej interesowały mnie wybrane zagadnienia z życia w krajach skandynawskich. Począwszy od pracy odśnieżarek, po statystyki samobójstw.
Gdy w styczniu powstawał tekst utworu „Zima” nie spodziewałem się, że zima tak może trzymać i że przyjdzie mi pisać o najdłuższej polskiej zimie, jaką pamiętam. Wyczekiwana wiosna nadeszła w kwietniu...
Chrześcijańska Republika Polski
W latach 2008/2009, podczas wizyt we Francji w związku z koncertami, które dane było mi grywać w tym europejskim przyczółku ultralaicyzmu często zanurzałem się w oparach refleksji. Jak powszechnie wiadomo Francja w przeciwieństwie do katolickiej Polski jest oficjalnie krajem laickim. Czy w praktyce oznacza to, że Polacy i Francuzi bardzo się różnią na płaszczyźnie życia duchowego? Prawdopodobnie tak, choć w tym skrajnym zestawieniu pewne regulacje prawne wprowadzone w kwestiach wyznaniowych stanowią wspólny mianownik dla obu systemów państwowych.. We Francji, zgodnie z prawem, opoką, na której buduje się mechanizmy prawidłowego funkcjonowania w społeczeństwie jest ateizm, bo to on chyba jest istotą państwa laickiego. W Polsce, na mocy konkordatu z 1993 roku, podstawą tego typu działań jest punkt widzenia promowany przez katolickie chrześcijaństwo.
Polska uchodzi w Europie za kraj religijny. Ostatni konflikt wokół krzyża upamiętniającego kwietniową tragedię pod Smoleńskiem mógłby jednak sugerować, że stajemy się wręcz państwem wyznaniowym. Chrześcijańska Republika Polski? Coś na wzór Islamskiej Republiki Iranu. Trudno realistycznie patrząc na świat wyobrazić sobie, że mogłoby do tego dojść, jednak co bardziej rozgoryczeni mawiają że „w tym kraju jest wszystko możliwe…”. Społeczeństwo jest silnie podzielone na pośrednio oddanych Watykanowi i tych, którzy zracjonalizowali swoje życie odstępując od uczestnictwa w katolickich rytuałach. Nawracanie bliźnich jak to ma miejsce u świadków Jehowy, zwane formalnie apostolatem laickim, nie jest wśród polskich katolików praktykowane. Słaba znajomość biblii jest tego częściowym pokłosiem… Można nawet pokusić się o stwierdzenie, iż polski katolicyzm ogranicza się do coniedzielnego uczestnictwa we mszy świętej, zaś studiowanie świętej księgi Chrześcijan i Żydów jest w Polsce raczej domeną protestantów. Nie sądzę, aby francuski katolicyzm różnił się znacznie pod tym względem od polskiego. Powiem więcej. Wszystko wskazuje na to, że najbardziej zaangażowaną grupą Francuzów, która masowo i metodycznie studiuje słowa świętej księgi są muzułmanie…
Polacy, to około 56 milionów ludzi rozsianych po całym świecie, z czego prawie 10 milionów żyje w USA. W Chicago mieszka nas więcej niż w Warszawie, co sprawia, że Warszawa już dawno przestała być stolicą Polski. Podobno około 90% Polaków to katolicy. Statystycznie rzecz biorąc brzmi to bardzo poważnie, kościoły jednak pustoszeją i to niemal w postępie geometrycznym. Gdyby to wypadkowa pobożności i liczby wyznawców danej religii miała świadczyć o religijnej przynależności określonego narodu, okazałoby się, że Polska balansuje na krawędzi agnostycyzmu zaś Francja jest w istocie państwem muzułmańskim….







